Janusz Korczak należy do tych postaci, które łatwo zamienić w pomnik, a znacznie trudniej naprawdę zrozumieć. Najczęściej pamiętamy go przez ostatnią drogę: przemarsz z dziećmi z Domu Sierot przez getto warszawskie na Umschlagplatz, skąd zostały wywiezione do niemieckiego obozu zagłady w Treblince. To jeden z najbardziej poruszających obrazów Zagłady.
Ale Korczak nie jest ważny tylko dlatego, że zginął razem z dziećmi. Jest ważny przede wszystkim dlatego, że przez całe życie konsekwentnie bronił myśli, która także dzisiaj bywa niewygodna: dziecko nie jest własnością dorosłych, nie jest „materiałem na człowieka”, nie jest kimś mniej ważnym. Dziecko już jest człowiekiem. Ma swoją godność, swój lęk, swoje pragnienia, swoje poczucie sprawiedliwości i swoje prawo do szacunku.
Kim był Janusz Korczak?
Janusz Korczak to pseudonim literacki Henryka Goldszmita. Urodził się w Warszawie w 1878 lub 1879 roku w zasymilowanej rodzinie żydowskiej. Niepewność dotycząca roku urodzenia wynika z rozbieżności w dokumentach i przekazach biograficznych.
Mośki, Joski i Srule – audiobook
Z zawodu był lekarzem. Ukończył studia medyczne na Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim i pracował jako pediatra, między innymi w Szpitalu dla Dzieci im. Bersonów i Baumanów w Warszawie. Był jednak kimś znacznie więcej niż lekarzem. Był pisarzem, publicystą, pedagogiem, wychowawcą, społecznikiem i autorem audycji radiowych, znanym jako „Stary Doktor”.
Pisał zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci. Do jego najbardziej znanych utworów należą Król Maciuś Pierwszy, Bankructwo małego Dżeka, Jak kochać dziecko oraz Prawo dziecka do szacunku. Szczególnie ten ostatni tytuł dobrze streszcza główny kierunek jego myślenia o wychowaniu.
Czy Korczak służył w armii?
Tak. Korczak nie był tylko teoretykiem wychowania ani człowiekiem zamkniętym w spokojnym gabinecie. W 1905 roku został zmobilizowany jako lekarz wojskowy do armii rosyjskiej i wysłany na Daleki Wschód w związku z wojną rosyjsko-japońską. Podczas I wojny światowej ponownie służył jako lekarz w armii rosyjskiej, między innymi jako lekarz w szpitalu polowym na Ukrainie. Później, w czasie wojny polsko-bolszewickiej, służył już w Wojsku Polskim, między innymi w szpitalach epidemicznych.
Te doświadczenia są ważne, bo pokazują, że jego myśl o dziecku nie rodziła się w oderwaniu od cierpienia. Korczak widział choroby, biedę, osierocenie, rozpad rodzin, przemoc wojny i samotność dzieci. Jego pedagogika nie była naiwną teorią o „grzecznym dziecku”. Była próbą odpowiedzi na pytanie, jak zachować człowieczeństwo tam, gdzie dziecko bardzo łatwo staje się bezbronne wobec świata dorosłych.
Dom Sierot i codzienna praktyka wychowania
W 1912 roku Korczak objął kierownictwo Domu Sierot w Warszawie, placówki przeznaczonej dla dzieci żydowskich. Ogromną rolę w jej prowadzeniu odegrała Stefania Wilczyńska, wieloletnia współpracowniczka Korczaka, nazywana Panią Stefą. Bez niej historia Domu Sierot byłaby niepełna.
Dom Sierot nie był zwykłą instytucją opiekuńczą, w której dorośli wydają polecenia, a dzieci mają tylko słuchać. Korczak próbował stworzyć wspólnotę, w której dzieci uczą się odpowiedzialności, współpracy i sprawiedliwości. Były dyżury, narady, gazetka, sąd koleżeński i elementy samorządu dziecięcego.
Nie oznaczało to braku zasad. Przeciwnie — zasady były bardzo ważne. Ale nie miały upokarzać dziecka ani łamać jego charakteru. Miały uczyć życia z innymi ludźmi. Korczak nie chciał wychowania opartego na strachu. Chciał wychowania opartego na relacji, obserwacji, odpowiedzialności i szacunku.
Na czym polegało podejście Korczaka do wychowania?
Najkrócej można powiedzieć: Korczak chciał, aby dorosły zobaczył w dziecku pełnego człowieka. Nie kogoś, kto dopiero kiedyś stanie się ważny. Nie kogoś, kogo można dowolnie kształtować według własnych ambicji. Nie kogoś, kto ma tylko wykonywać polecenia.
Dla Korczaka dziecko miało prawo do poważnego traktowania. Miało prawo do własnego zdania, do błędu, do tajemnicy, do przeżywania smutku, gniewu, radości i wstydu. Miało też prawo do tego, by dorosły nie sprowadzał całego wychowania do komend, kar i wymuszania posłuszeństwa.
Jednocześnie Korczak nie był zwolennikiem chaosu. To bardzo ważne, bo dzisiaj czasem błędnie rozumie się jego myśl jako pochwałę całkowitej swobody. Tymczasem w jego praktyce wychowawczej były obowiązki, rytm dnia, odpowiedzialność za wspólnotę i konsekwencje zachowania. Różnica polegała na tym, że dziecko nie miało być tresowane, lecz wprowadzane w świat odpowiedzialności.
Korczak bardzo mocno sprzeciwiał się upokarzaniu dzieci. Rozumiał, że dorosły ma przewagę: jest silniejszy, ma władzę, decyduje o czasie, jedzeniu, szkole, karze, nagrodzie i codziennym losie dziecka. Dlatego właśnie dorosły powinien tym bardziej uważać, żeby tej przewagi nie nadużywać.
„Prawo dziecka do szacunku”
Jednym z najważniejszych tekstów Korczaka jest Prawo dziecka do szacunku. To nie jest sentymentalna pochwała dzieciństwa. To raczej mocny głos przeciwko lekceważeniu dziecka przez dorosłych.
Korczak zauważał, że dorośli bardzo łatwo pomniejszają dziecięce sprawy. Małe cierpienie dziecka wydaje im się nieważne. Mała strata — śmieszna. Mały lęk — przesadzony. Mała niesprawiedliwość — niegodna uwagi. Tymczasem dla dziecka te sprawy są prawdziwe. Dziecko przeżywa je całym sobą.
W tym sensie Korczak był prekursorem nowoczesnego myślenia o prawach dziecka. Nie dlatego, że dawał dzieciom prosty przywilej robienia wszystkiego, co chcą. Ale dlatego, że domagał się uznania ich podmiotowości. Dziecko miało być uczestnikiem życia, a nie tylko przedmiotem wychowawczych zabiegów.
A dzieci często były upokarzane: Ośla ławka i inne metody wychowawcze
Czy dzisiaj myśl Korczaka bywa krytykowana?
Tak, współcześnie zdarza się krytyka myśli Korczaka. Czasami zarzuca się mu idealizm, zbyt duże zaufanie do dziecięcej samodzielności albo osłabianie autorytetu dorosłych. Niekiedy wskazuje się, że jego doświadczenia dotyczyły szczególnego miejsca i szczególnych warunków — przede wszystkim sierocińca, a nie typowej współczesnej rodziny czy szkoły.
Niektóre jego sformułowania, czytane bez kontekstu, mogą dziś brzmieć ostro albo paradoksalnie. Przykładem jest „prawo dziecka do śmierci”, które nie oznaczało obojętności wobec bezpieczeństwa dziecka, ale sprzeciw wobec takiego wychowania, w którym dorosły z lęku przed każdym ryzykiem odbiera dziecku samodzielność, doświadczenie i prawo do własnego życia.
Warto więc pytać: czy ta krytyka jest naprawdę zasadna?
Jeśli ktoś krytykuje Korczaka za to, że rzekomo chciał pozwolić dzieciom na wszystko, to krytykuje raczej uproszczoną wersję jego poglądów, a nie samego Korczaka. Jego pedagogika nie była pedagogiką bez granic. Była pedagogiką szacunku, odpowiedzialności i uważności. Dziecko miało być traktowane poważnie, ale poważne traktowanie oznaczało również uczenie odpowiedzialności.
Można oczywiście dyskutować z niektórymi rozwiązaniami Korczaka. Nie każdą praktykę z Domu Sierot da się przenieść do współczesnej szkoły, rodziny czy placówki opiekuńczej. Ale trudno odrzucić samo centrum jego myśli: dziecko jest osobą, a nie własnością dorosłych.
Getto warszawskie i ostatnia droga dzieci
Po wybuchu II wojny światowej Korczak pozostał z dziećmi. Gdy Niemcy utworzyli getto warszawskie, Dom Sierot został zmuszony do przeniesienia się na teren getta. Warunki były dramatyczne: głód, choroby, przeludnienie, strach i codzienna walka o przetrwanie.
Latem 1942 roku Niemcy rozpoczęli wielką akcję deportacyjną z getta warszawskiego. Jej celem było wywiezienie Żydów do obozu zagłady w Treblince. Na początku sierpnia przyszła kolej także na dzieci z Domu Sierot.
5 lub 6 sierpnia 1942 roku Janusz Korczak, Stefania Wilczyńska, inni opiekunowie i około dwustu dzieci zostali poprowadzeni na Umschlagplatz. Stamtąd odchodziły transporty do Treblinki.
Ten przemarsz jest jednym z najbardziej poruszających obrazów w historii Zagłady. W relacjach świadków pojawia się obraz dzieci idących razem ze swoimi wychowawcami. Czasem opisuje się ten pochód jako uporządkowany i godny. Inne relacje są bardziej surowe: mówią o zmęczeniu, upale, strachu i brutalności sytuacji. Historycznie trzeba zachować ostrożność, bo szczegóły tych opisów nie zawsze są zgodne.
Najważniejsze jest jednak pewne: Korczak nie opuścił dzieci. Według przekazów miał możliwość ratowania się. Przyjaciele i znajomi próbowali mu pomóc. Mógł próbować wyjść z getta albo uniknąć deportacji. Odmówił. Poszedł z dziećmi do końca.
Nie był to gest teatralny. Była to ostatnia konsekwencja jego życia. Skoro przez lata mówił, że dziecka nie wolno porzucić, nie porzucił go także wtedy, gdy droga prowadziła ku śmierci.
Śmierć Janusza Korczaka i symboliczna data
Janusz Korczak został zamordowany w czasie Zagłady, najprawdopodobniej w niemieckim nazistowskim obozie zagłady w Treblince. Przez wiele lat dokładna data jego śmierci nie była prawnie ustalona. W 1954 roku, zgodnie z ówczesną praktyką prawną dotyczącą osób zaginionych podczas wojny, jako datę śmierci przyjęto 9 maja 1946 roku.
Była to jednak data formalna, a nie historyczna. Dopiero w 2015 roku Sąd Rejonowy Lublin-Zachód ustalił datę śmierci Janusza Korczaka na 7 sierpnia 1942 roku. Uznano ją za najbardziej prawdopodobną w świetle wiedzy o deportacji z getta warszawskiego i transporcie do Treblinki.
Ta data ma więc wymiar symboliczny. Nie dlatego, że śmierć Korczaka była symboliczna zamiast realna. Była realna i tragiczna. Symboliczność polega na tym, że po latach przywrócono pamięci historycznej datę bliższą rzeczywistemu losowi Korczaka i jego dzieci. W pewnym sensie uporządkowano nie tylko dokumenty, ale także pamięć o człowieku, który całe życie poświęcił dzieciom.
Dlaczego Korczak nadal jest ważny?
Korczak nie zostawił nam wygodnej instrukcji wychowania. Nie powiedział: zrób trzy rzeczy, a dziecko będzie posłuszne. Jego myśl jest trudniejsza, bo wymaga od dorosłego pracy nad sobą.
Wychowanie w duchu Korczaka zaczyna się od pytań: czy naprawdę słucham dziecka? Czy widzę w nim osobę? Czy potrafię wymagać bez upokarzania? Czy chronię dziecko, ale nie zamieniam ochrony w klatkę? Czy mój autorytet opiera się tylko na przewadze, czy także na zaufaniu i sprawiedliwości?
Właśnie dlatego Korczak pozostaje aktualny. Nie jako święty z pomnika, którego nie wolno dotykać. I nie jako autor gotowych recept, które można bezrefleksyjnie przenieść do współczesności. Jest ważny jako ktoś, kto przypomina, że dziecko ma godność niezależnie od wieku, siły, pozycji i zależności od dorosłych.
Można spierać się o szczegóły jego pedagogiki. Można krytycznie czytać jego teksty. Można pytać, co z jego praktyki pasuje do dzisiejszego świata, a co wymaga komentarza. Ale trudno uczciwie odrzucić jego najważniejsze przesłanie: dziecko nie jest rzeczą. Dziecko jest człowiekiem.
I być może właśnie dlatego historia Janusza Korczaka wciąż porusza. Bo nie kończy się tylko pytaniem o to, jak umarł. Znacznie ważniejsze jest pytanie, jak żył — i czego jego życie nadal uczy dorosłych.
