Jak długo człowiek może pamiętać wydarzenie, którego sam nigdy nie widział? Sto lat? Tysiąc? A może kilkanaście tysięcy lat?
W przypadku australijskich Aborygenów istnieją przekazy ustne, które naukowcy próbują powiązać z rzeczywistymi zmianami krajobrazu, erupcjami wulkanów, upadkiem meteorytu czy podnoszeniem się poziomu oceanu. Najciekawsze są te przypadki, w których opowieść została zapisana wcześniej, niż nauka ustaliła odpowiadający jej fakt.
Film „Jak daleko sięga pamięć ludzka? Co wiedzą Aborygeni?” nie jest więc zbiorem niezwykłych legend. To próba odpowiedzi na znacznie ciekawsze pytanie: czy tradycja ustna może przechować prawdziwą informację przez tysiące, a być może nawet dziesiątki tysięcy lat?
Opowieść jako zapis dawnego świata
Przez większość historii człowieka nie istniały książki, archiwa ani nagrania. Wiedza o przeszłości była przekazywana przede wszystkim ustnie – pomiędzy rodzicami i dziećmi, starszyzną i młodszymi członkami społeczności, podczas rytuałów, pieśni i opowieści związanych z konkretnymi miejscami.
To rodzi problem. Każda opowieść może się zmieniać. Pojawiają się nowe postacie, symbole i wyjaśnienia. Katastrofa geologiczna może po wielu pokoleniach zostać przedstawiona jako działanie ducha, ancestralnej istoty albo kara za złamanie zakazu.
Ale zmiana formy opowieści nie musi oznaczać, że znika z niej każdy fakt.
W Australii szczególnie interesujące są historie związane z konkretnym krajobrazem. Nie mówią jedynie, że „kiedyś była wielka powódź”. W niektórych przekazach pojawia się informacja, że morze znajdowało się dawniej znacznie dalej, że na dzisiejszą wyspę można było przejść lądem albo że miejsce obecnie zalane wodą było kiedyś zamieszkane.
Aborygeni i pamięć o podnoszącym się oceanie
Po zakończeniu ostatniej epoki lodowej poziom oceanów podniósł się o ponad sto metrów. Dla ludzi mieszkających na bardzo płaskich wybrzeżach Australii nie była to abstrakcyjna zmiana klimatu. W ciągu życia kilku pokoleń morze mogło przesuwać się daleko w głąb lądu.
W tradycjach z północno-wschodniej Australii zachowały się opowieści o wodzie zajmującej dawne tereny. Jedną z nich opublikowano już w 1932 roku. Późniejsze badania geologiczne Wielkiej Rafy Koralowej pozwoliły odtworzyć, jak wraz ze wzrostem poziomu oceanu zmieniało się położenie wybrzeża i raf.
Jeszcze ciekawsze jest to, że nie chodzi o jeden przekaz. Badacze Patrick Nunn i Nicholas Reid przeanalizowali tradycje z 21 różnych miejsc australijskiego wybrzeża. W wielu przypadkach opisy krajobrazu odpowiadają warunkom istniejącym mniej więcej od 7 do 13 tysięcy lat temu.
Tasmania: „przyszli tutaj lądem”
Jednym z najbardziej interesujących przypadków jest Tasmania.
Dzisiaj jest wyspą oddzieloną od Australii Cieśniną Bassa. Około 12 tysięcy lat temu sytuacja wyglądała jednak inaczej – istniało połączenie lądowe z kontynentem.
W 1831 roku George Augustus Robinson zapisał tradycję rdzennych mieszkańców Tasmanii, według której ich przodkowie przybyli z odległego kraju lądem, a morze pojawiło się później.
To właśnie takie przypadki są szczególnie wartościowe. Możemy bowiem porównać datę pierwszego znanego zapisu opowieści z historią późniejszych odkryć naukowych. Im wcześniejszy zapis i im bardziej szczegółowo odpowiada rzeczywistemu krajobrazowi, tym trudniej wyjaśnić wszystko wpływem współczesnej wiedzy.
Czy opowieść może pamiętać erupcję wulkanu?
Innego rodzaju przykłady pochodzą z miejsc związanych z dawną aktywnością wulkaniczną.
W przypadku Lake Eacham w północnym Queensland miejscowe tradycje mówią o ryczącej ziemi, gwałtownym wietrze, pękającym gruncie, niezwykłej chmurze oraz wodzie wydostającej się z ziemi i pochłaniającej ludzi.
Lake Eacham rzeczywiście znajduje się w kraterze typu maar, czyli kraterze powstającym podczas gwałtownej eksplozji związanej z kontaktem magmy i wody podziemnej.
Jeszcze ciekawszy jest dodatkowy szczegół. W przekazie zapisanym w 1964 roku pojawiła się informacja, że w czasie katastrofy teren nie był pokryty dzisiejszym lasem deszczowym. Kilka lat później badania pyłków zachowanych w osadach wykazały, że dawniej rzeczywiście dominowała tam bardziej otwarta roślinność.
Ogień spadający z nieba
Nie wszystkie australijskie historie dotyczą wody i wulkanów.
W Henbury w środkowej Australii znajduje się grupa kraterów powstałych po rozpadzie żelaznego meteorytu około 4,5–5 tysięcy lat temu.
W przekazach zapisanych na początku XX wieku miejsce to wiązano z ognistą istotą przychodzącą ze Słońca lub z nieba. Opowieści mówiły o ogniu, śmierci ludzi i szczególnych zakazach związanych z kraterami.
Nie oznacza to automatycznie, że historia była przekazywana nieprzerwanie od chwili uderzenia. Jest jednak wystarczająco podobna do rzeczywistego wydarzenia, aby badacze traktowali możliwość zachowania pamięci o katastrofie poważnie.
37 tysięcy lat? Tutaj zaczyna się naprawdę trudne pytanie
Najbardziej niezwykły przypadek dotyczy Budj Bim w stanie Wiktoria.
W tradycji Gunditjmara wulkan jest związany z ancestralną istotą. Już w XIX wieku zapisano określenia odnoszące się do wulkanu jako „wysokiej głowy”, a skał wulkanicznych jako „jego zębów”.
Nowoczesne datowanie wykonane w XXI wieku wskazało, że erupcja Budj Bim nastąpiła około 37 tysięcy lat temu.
Tu trzeba zachować ostrożność. Nie mamy możliwości udowodnienia, że dzisiejsza opowieść była przekazywana od czasu samej erupcji. Jeżeli jednak jej najstarszy rdzeń rzeczywiście powstał wśród ludzi, którzy widzieli to wydarzenie, mielibyśmy do czynienia z pamięcią kulturową obejmującą ponad tysiąc pokoleń.
A może stare baśnie nie zawsze są tylko baśniami?
Australijskie przykłady nie dowodzą, że każda legenda opisuje wydarzenie historyczne. Próba dopasowywania każdej opowieści o ogniu do erupcji, a każdej historii o wodzie do rzeczywistej powodzi prowadziłaby szybko do pseudonauki.
Ale odwrotny błąd również jest możliwy: uznać z góry, że skoro w opowieści występuje duch, olbrzym, Tęczowy Wąż albo ancestralna istota, to cała historia musi być fikcją.
Być może część bardzo starych przekazów działa inaczej. Faktyczne wydarzenie zostaje zapamiętane, natomiast jego przyczyna jest wyjaśniana w języku i systemie wierzeń danej społeczności.
Wtedy pod warstwą mitu może pozostać informacja o dawnej linii brzegowej, zatopionym lądzie, erupcji, wyglądzie roślinności albo katastrofie, która wydarzyła się tysiące lat wcześniej.
Co naprawdę można uznać za dowód?
W filmie pokazuję zarówno przypadki stosunkowo mocne, jak i znacznie bardziej spekulacyjne. Najważniejsza jest przy tym chronologia:
- kiedy rzeczywiście wydarzyło się dane zjawisko,
- kiedy po raz pierwszy zapisano miejscową opowieść,
- co dokładnie wtedy zapisano,
- co w tym momencie wiedziała nauka,
- oraz kiedy pojawiły się późniejsze badania potwierdzające lub podważające możliwość związku między opowieścią a rzeczywistym wydarzeniem.
Dzięki temu można oddzielić fascynujące, ale słabo udokumentowane hipotezy od przypadków, w których trudno zignorować zgodność pomiędzy bardzo starym przekazem a później poznaną historią krajobrazu.
Obejrzyj film „Jak daleko sięga pamięć ludzka? Co wiedzą Aborygeni?” i zobacz, jak daleko – według dostępnych badań – może sięgać pamięć przekazywana z człowieka na człowieka.
